2011-04-14

Refleksje organistowskie c.d.

Zastanawiam się nad formułą muzyki organowej w naszym kościele, a dokładnie nad pewnym moim pomysłem: celowością ograniczenia się do wykonania muzyki wyłącznie "anglikańskiej", czyli pochodzącej z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Australii itd. Myślę, że byłaby to ciekawa alternatywa w życiu organowym Warszawy, gdzie wcale nie tak często rozbrzmiewa muzyka z kręgu anglojęzycznego.

Ale muszę też wysondować odbiór tego pomysłu wśród własnych parafian - czy ktokolwiek z nich odczuwałby taką potrzebę. Zdarza nam się nieraz sprzeczać o pewne hymny, mające opcjonalnie melodię amerykańską lub angielską, bo wiadomo, każdemu na obczyźnie chce się usłyszeć coś, co się kojarzy z domem, a nie co śpiewają w "bratniej" W. Brytanii czy "zaprzyjaźnionych" USA. Jednak dotychczasowe moje propozycje co do większego zabarwienia narodowego właściwej muzyki organowej natknęły się na prawie zupełny brak rozeznania w tym zakresie. Nie wiem też, czy warto ludzi obojętnych uszczęśliwiać wbrew ich własnym intencjom.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza